Wybaczcie, że rozdziału nie ma obiecuję, że już niedługo się pojawi. Tak siedząc i rozmyślając przyszedł mi do głowy pewien pomysł na drabble. Proszę mówcie co o tym sądzicie, gdyż bardzo dawno drabble nie pisałam.
***
Do pomieszczenia weszła Minevra. Usiadła za biurkiem, poprawiła okulary i spojrzała na dwójkę stojących jak najdalej się da od siebie uczniów
-Czy macie sobie coś do powiedzenia? - spytała lodowatym głosem. -Będziecie milczeć? W takim razie zostawiam was samych, wyjaśnijcie to sobie. - mówiąc to opuściła gabinet zamykając drzwi.
-To twoja wina Malfoy- syknęła Hermiona.
-Nie pyskuj Granger- przysunął się chłopak.
-Jesteś perfidny!
-A ty arogancka!
Ich twarze dzielily zaledwie milimetry.
-Jak możesz się tak zachowywać?
-To ty jesteś taka uparta!
I w tym momencie, ich usta zetknęły się w pocałunku. W jednej chwili nienawiść przerodziła się w czystą i prawdziwą miłość.
***
I co sądzicie? Według mnie najgorsze nie jest. Możliwe, że od czasu do czasu takie drabble będą się na blogu pojawiać. A jak na razie życzę wszystkim szczęśliwego Nowego Roku i zrealizowania swoich noworocznych postanowień.
Madison ;*
czwartek, 31 grudnia 2015
Drabble
wtorek, 15 września 2015
Rozdział 1
Po męczącej podróży, która zdawała się trwać w nieskończoność, dziewczyny dojechały do Szkoły Magii. Po opuszczeniu pociągu i przeciśnięciu się przez tłum zdezorientowanych pierwszorocznych, zbieranych przez Hagrida, wsiadły do czekających powodów. W tym roku większość uczniów była w stanie dostrzec mroczne testrale. W ciążącej ciszy wkroczyli do Wielkiej Sali. Po przydzieleniu nowoprzybyłych do nowych domów, Minerva McGonagall wygłosiła przemówienie, na którym jednak Hermiona w ogóle nie mogła się skupić.
Przez mgiełkę, otaczającą jej zamyślony umysł, usłyszała tylko dwa słowa, a właściwie nazwiska: "Granger" i "Malfoy"
-Co ona powiedziała?- szepnęła do Ginny, jakby wybudzona z transu, Hermiona.
-Że ty i Malfoy macie razem pokój na piątym piętrze. W końcu oboje jesteście Prefektami Naczelnymi.
Na te słowa Hermiona mimowolnie się uśmiechnęła. Zawsze chciała dostać tą posadę- i wreszcie coś dobrego choć na chwilę oderwało ją od szarej, ponurej rzeczywistości. Lecz nie zupełnie o to jej chodziło. W swoich wyobrażeniach pokój i posadę prefekta dzieliła z Ginny, Harrym lub Ronem. Ale przecież oni... nie żyli. znów przed oczami ukazała jej się scena, w której Czarny Pan zabija ich obojga. Pamiętała bardzo wyraźnie, jak w swojej obronie Harry również rzucił Avadę na Lorda, przez co Czarnoksiężnik i dwójka jej najbliższych przyjaciół stracili życia. Zaraz potem Hermiona uśmierciła Bellatrix, co było powodem dręczących ją do dziś wyrzutów sumienia. Możliwe, że zasłużyła na taki los, ale to nie znaczy, że młoda dziewczyna nie czuła się źle z myślą, że odebrała komuś dar życia...
Z rozmyślań wyrwrał ją dźwięk szurających o kamienną podłogę ław. Wszyscy uczniowie tłumnie opuszczali salę i udawali się do swoich dormitoriów. Hermiona ruszyła do gabinetu dyrektorki, zostawiając Ginny daleko w tyle. Skręciła w lewo po czym ruszyła do miejsca spotkania z profesor McGonagall.
-Dzień dobry pani dyrektor- powiedziała uprzejmie dziewczyna.
-Dzień dobry, Hermiono. Panie Malfoy- skinela głową na wchodzącego chłopaka.-Jak już pewnie wiecie w tym roku to wasza dwójka została mianowana Prefektami Naczelnymi. Wiem, że nie darzycie się zbytnią sympatią, jednak liczę na to, ze zachowacie się jak dorośli i nauczycie się ze sobą współpracować.
Po tych słowach Dracon rzucił w stronę dziewczyny jadowite spojrzenie, jednak ta pozostała w bezruchu, gratulując sobie wewnątrz samoopanowania.
-W kwestii waszych nowych obowiązków- kontynuowała Minerva- będziecie razem patrolować korytarze, pilnować porządku, a także to wy będziecie odpowiedzialni za organizację większości imprez oraz uroczystości. Oprócz tego możecie oczywiście również dodawać i obejmować uczniom punkty i przydzielać im szlabany. I tylko, kiedy na to w istocie zasłużą.- dodała dobitnie, kierując wzrok w stronę blondwłosego młodzieńca.- Czy wszystko jasne?
Tak, pani dyrektor- odpowiedzieli w tym samym momencie.
-Hasło do dormitorium to "Pojednanie".
"Pojednanie? Co to za debilna nazwa"- pomyślał chłopak.
-Możecie już iść- zakończyła, wskazując ręką na drzwi.
Uczniowie opuścili gabinet i udali się na piątek piętro. W ciszy przemierzali długi korytarz, zachowując odpowiedni dystans, czyli niemalże długość całego korytarza.
-Pojednanie- rzucił chłopak i oboje weszli do środka. Gryfonka aż oniemiała z wrażenia. Na środku pokoju stał duży stół, wyrzeźbiony z ciemnego, dębowego drzewa oraz cztery czarne, skórzane fotele. Przy ścianie stał regał, od góry do dołu zastawiony książkami. Z dużego okna dało się dostrzec słońce, kryjące się za Zakazanym Lasem. Biały dywanik i srebrny żyrandol tylko podkreślały surowe, a zarazem stylowe piękno tego miejsca.
-Co, Granger. Pewnie nigdy takiego miejsca nie widziałaś. U Wieprzleyów można by o takich luksusach pomarzyć.- zakupił chłopak.
-Zamknij się Malfoy- syknęła Hermiona i udała się w lewo do swojej sypialni. Od progu zauważyła bordowy dywan. Na lewo stała szafa z białego drewna oraz biurko w tym samym kolorze. Po prawej znajdowało się łóżko, okryte czarną narzutą z bordowo- złotymi poduszkami. Ściany, pomalowane na delikatny odcień złota, idealnie kontrastowały z umeblowaniem. Dziewczyna opadła na łóżko i zamknęła oczy. Zaczęła rozmyślać o wszystkim: o Ginny, nauce, Malfoy’u... no właśnie, Malfoy. Cały rok będzie musiała użerać się z tą tlenioną Fretką. Przecież ona prędzej z nim zwariuje, niż dojdzie do porozumienia.
***
Chłopak wyszedł ze swego pokoju i skierował się na Błonia. Z ulgą odetchnął świeżym, jesiennym powietrzem. Jego nozdrza wypełnił zapach skoszonej trawy i mokrych liści. W jego umyśle błysnęło wspomnienie pewnej jesieni, kiedy to bawił się z matką. Tworzyli duże kupki liści, a następnie razem do nich wskakiwali. Draco uśmiechnął się smutno. Jego matka została teraz sama w Malfoy Manor, kiedy on był tu, w Hogwarcie. Jeśli miałby być szczery, matka była jedynym źródłem miłości i troski, na jakie w swoim życiu natrafił. Szybko otrząsnął się jednak z myśli i rozważań i udał się do Zamku. Wszedł do pokoju wspólnego, gdzie zastał uczącą się na fotelu Hermionę. Piła sok z dyni i czytała podręcznik od Eliksirów. Była tak pochłonięta lekturą, że nawet nie zauważyła wchodzącego Ślizgona.
-Gratulacje, Granger- dziewczyna niemal podskoczyła w fotelu.- Zabrudziłaś cały fotel szlamem! Teraz nie mogę już tu usiąść- westchnął z jadem chłopak.
-Masz jeszcze trzy inne fotel, Malfoy.- wycedziła przez zęby Szatynka.
-A może ja chciałem usiąść na TYM konkretnym? -zakpił chłopak.
-To na nim nie usiądziesz!- uniosla się dziewczyna. Wzięła głęboki oddech i dodała spokojniejszym tonem- Te dwa są moje, a te dwa Twoje.
-A to niby dlaczego?
-Bo ich dotknęłam- mówiąc to położyła nogi na drugim fotelu. Jeśli masz zamiar się dalej kłócić mogę „zabrudzić” kolejne dwa.- uśmiechnęła się wrednie.
-Daj sobie spokój Granger. Zajmij się lepiej wkuwaniem, niż pyskowaniem do ARYSTOKRATY.
-Powiem Ci coś- mówiąc to podniosła się z fotela -Ty wredny, cyniczny ignorancie- zaczęła robić kilka kroków w jego stronę. -Nie obrażaj mnie ani nie odzywaj się do mnie jeśli nie jest to konieczne, rozumiesz? Może inni pozwalali ci łudzić się, ze w czymkolwiek jesteś lepszy od innych i to widocznie mi przypadła rola przekazania ci ciosu od rzeczywistości. Nie jesteś lepszy od nikogo i nie masz prawa wywyższać się. A jeśli oczekujesz ode mnie jakiegokolwiek przejawu szacunku, to musisz sobie na niego zasłużyć. –zakończyła swój wywód Gryfonka , po czym odwróciła się na pięcie i z hukiem zatrzasnęła drzwi do swojej sypialni.
***
"Co za dupek!"- pomyślała Hermiona i opadła na swoje łóżko. Przycisnęła poduszkę do piersi, zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech. Wolno wypuściła powietrze i podniosła się do pozycji siedzącej. Sięgnęła po wykaz obowiązków prefekta i od razu skrzywiła się, czytając pierwsze zdanie. Dziś o dwudziestej miał się odbyć pierwszym patrol, na którym towarzyszyć jej musiał Malfoy. Zegar na ścianie wskazywał osiemnastą - kolacja prawdopodobnie właśnie się rozpoczęła. Dziewczyna odłożyła kartkę i delikatnie otworzyła drzwi swojej sypialni. Nie miała ochoty w jakikolwiek sposób wzbudzać zainteresowania chłopaka, w zamian za co postanowiła unikać go tak często, jak tylko się dało. Wyszła z dormitorium powolnym krokiem i udała się korytarzem w lewo. Zeszła krętymi schodami w dół, po czym przekroczyła próg Wielkiej Sali. Udała się do swojego stołu, usiadła koło Neville’a i w milczeniu zaczęła przygotowywać sobie tosty. Wzięła łyk soku z dyni i nagle syknęła z bólu. Jej plecy przeszył okropny ból. Gwałtownie odwróciła się w tył i ujrzała pełne pogardy spojrzenie
blondwłosego Ślizgona. Hermiona spiorunowała go wzrokiem i odwróciła się z powrotem w stronę talerza.
"Co to ma być?!" - pomyślała Gryfonka i nagle w jej głowie błysnęła myśl. Przecież Malfoy, sługa Czarnego Pana MUSIAŁ uczyć się zaklęć rzucanych bez pomocy różdżki. Gdzieś nawet o tym czytała. Śmierciożerca mógł sprawiać, by jego ofiara czuła, w zależności od mocy czarodzieja, ból w pewnym miejsc ciała. W tym wypadku miała wielkie szczęście, gdyż Ślizgon dysponował słabszą mocą niż inni bardziej doświadczeni poplecznicy Voldemorta . Czarodziejka skończyła już kolację i wolnym krokiem opuściła salę, jednak zamiast w stronę dormitorium, ruszyła do biblioteki i bez wahania skręciła w lewo. Wyciągnęła gruby, trochę zdarty tom i otworzyła na siedemnastej stronie. Przejechała palcem po cienkim papierze i znalazła interesujące ją zaklęcie.
"Deructio- zaklęcie pozwalające kontrolować ból swej ofiary. Jego moc zależy od siły czarodzieja..." - Gryfonka przewróciła stronę, gdzie znalazła zaklęcie obronne.
"Feretio- zaklęcie obronne do zaklęcia Deructio. Czarodziej w myślach wypowiada trzy razy zaklęcie oraz klaszcze raz w dłonie. Po wykonaniu tej czynności czarodziej musi znajdować się w pobliżu rzucającego zaklęcie. Czar działa przez cały dzień. "Zadowolona dziewczyna wsunęła księgę na miejsce i opuściła pomieszczenie. Spojrzała na zegarek i gwałtownie się zatrzymała. Dziewiętnasta pięćdziesiąt osiem! Pędem pobiegła do dormitorium, gdzie mieli się spotkać za równe dwie minuty. Biegła ile sił w nogach, aż znalazła się na miejscu. Zdyszana przystanęła przy kamiennej ścianie i zaczerpnęła tchu. Po niecałych dziesięciu sekundach zza rogu wyłonił się Draco Malfoy. Stanął z Gryfonką twarzą w twarz i uśmiechnął się z pogardą. Dziewczyna podniosła swe czekoladowe oczy i natychmiast się wyprostowała. Patrzyła prosto w stalowoszare tęczówki Ślizgona, po czym bez słowa ruszyła przed siebie.
-Granger! Dokąd Ty idziesz?
-Przypominam Ci Malfoy, że mamy patrolować korytarz. Zapomniałeś już?
-Ale mamy go patrolować RAZEM. Nie będę odpowiadał za to, że coś Ci się stanie. Wtedy McGonagall stwierdzi, że to moja wina i na pewno nie będę już Prefektem- zirytował się chłopak.
-Myślisz, że sobie nie poradzę?- zadrwiła Gdyfonka. -Uwierz mi, jestem od Ciebie o wiele lepsza w obronie przed czarną magią. W całej reszcie z resztą też.-nie zastanawiając się długo, ruszyła w głąb ciemnego korytarza, czując na plecach wzrok węża, którego właśnie szturchnęła w oko swoim ogonem gryfa.
I jest rozdział pierwszy :) Zależy mi na Waszej
szczrej opini, więc komentujcie :D
Pozdrawiam, Madison :3
Prolog
Podeszła do szafy, wyjęła czarne rurki, biała koronkowa bluzkę oraz bordowy sweter i udała się do łazienki. Po chwili była już gotowa. Złapała swój kufer i udała się do pokoju przyjaciółki. Ginny otworzyła po trzech stuknięciach.
-Jadłaś coś? -spytała ze smutkiem w oczach.
-Wzięłam kilka kanapek i wodę. Jesteś już gotowa? Za chwilę się spóźnimy.- rzuciła Hermiona.
-Już wychodzę- mówiąc to Rudowłosa złapała swój bagaż i obie ruszyły schodami w stronę wyjścia.
-Trzymajcie się dziewczynki- mówiąc to wzruszona Molly wcisnęła im wielką siatkę z prowiantem.- I piszcie codziennie!
-Dobrze mamo- odparła lekko zirytowana Ginewra.
Po czułych pożegnaniach z państwem Weasley dziewczyny teleportowały się w okolice King’s Cross. Wsiadły do pociągu i zajęły najbardziej odludniony przedział. Pogrążając się w pełnej skupienia ciszy, usłyszały przepełniony jadem śmiech.
-Proszę, proszę! Czyż to nie szlama Granger i jej najdroższa przyjaciółka zdrajczyni krwi? Widzę, że nawet Potter i Weasley woleli zginąć niż z Tobą przebywać- zaśmiał się jadowicie.
-Malfoy, wyjdź stąd! - warknęła Hermiona. Nie mogła się rozpłakać. Musi być silna, przecież nie rozplacze się jak mała dziewczynka przed Malfoy'em.
-Jak śmiesz się tak do mnie odzywać? - dziewczyna lekko podskoczyła na siedzeniu.-Przypominam Ci, że to ja, a nie ty jestem czarodziejem CZYSTEJ krwi. Widać, że do takiej szlamy nigdy to nie dotrze.
-Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie.-wolno i ironicznie zaczęła Hermiona. Otworzyła szerzej oczy, dzięki czemu osuszyła łzy.- Skoro jestem tylko brudną szlamą to po co w ogóle ze mną rozmawiasz?
Nastała chwila ciszy po czym chłopak z odrazą odrzekł:
-Tacy jak ty w ogóle nie powinni istnieć- mówiąc to, opuścił przedział, zostawiając dziewczyny same. Jednak trzask drzwi dał Hermionie poczucie małego zwycięstwa.
Madison :3
